Czapka z gwiazdą

wrzesień 22nd, 2007 dodany przez Borys

Ależ miałem kiedyś fajową czapkę. Czołgistka z szarego polaru z naszytą na czole czerwoną pięcioramienną gwiazdą na białym tle.

Czapka czolgisty

Dostałem hulajnogę

wrzesień 10th, 2007 dodany przez Borys

Mama w końcu kupiła mi hulajnogę. Taką profesjonalną dwukółkę, aluminiową, a nie jakąś tam plastikową z trzema kółkami.

Jak już ją mam to wcale mi się nie chce na niej tak jeździć i w przedszkolu też wolę wielki  zielony traktor z przyczepą. Ciekawe czy jak mnie Mama zobaczy na nim jeszcze parę razy też mi taki kupi? Poczekamy….. zobaczymy.

Kowbojski kapelusz zaginął

wrzesień 10th, 2007 dodany przez Borys
Kowbojski kapelusz Pojechałem na wakacje do Babci i wtedy zniknął mój kowbojski kapelusz. Był i nie ma!!! Zgubił się…..Zaraz po powrocie do domu poszedłem z Mamą do sklepu ale już nie było niczego podobnego. Kupiliśmy tylko taką zwykłą polarkową czapkę.Szkoda….

Leśniczówka

sierpień 30th, 2007 dodany przez Borys

W sierpniu pojechałem z Babcią i Mamą do leśniczówki na Mazurach. Ale było super.

Po trawie dookoła leśniczówki skakały króliczki - zupełnie jak w Teletubilandii, gdzie nie spojrzeć tam króliczek. Kury i mały zadziorny kogucik dziobały co się dało, zupełnie tak samo jak koza Zuzanna z jednym rogiem, której ulubionym zajęciem było wyjadanie grzybów z koszyka mojej Babci. Były też konie i kucyk Major (ja mówiłem na niego Majorka, bo to jakoś bardziej do niego pasowało). Lesniczowka - Tubilandia
Lesniczowka I były jeszcze perliczki, takie śmieszne kurki, które wieczorem wskakiwały na drzewo i tam spały.
I pyszne było też jedzonko. Na posiłki pani Dorota dzwoniła takim wielkim dzwonkiem. Raz dała mi go żebym też mógł sobie podzwonić. Ale mi potem dzwoniło w uszach…

Mój kowbojski kapelusz

lipiec 12th, 2007 dodany przez Borys

Wiosną Mama zabrała mnie na zakupy do wielkiego sklepu z ubraniami. To było straszne. Mieliśmy przecież tylko kupić czapkę… taką mniej grubą od zimowej bo już się w niej gotowałem w słoneczne dni. Przymierzyłem chyba dwadzieścia różnych fasonów, kolorów… Nie było mojego rozmiaru tego co się Mamie podobało i chociaż przy każdej mierzonej czapce mówiłem jej, że TA JEST DOBRA, trwało to całe wieki. W końcu Mama wybrała szmaciany kowbojski kapelusz, który był za duży i wróciliśmy do domu.

Następnego dnia w piaskownicy wszystkie mamy chciały wiedzieć skąd mam taką fajną czapkę. I chociaż niewiele widziałem, bo kapelusz wjeżdżał mi na oczy byłem bardzo zadowolony kiedy dziewczyny mi się ukradkiem przyglądały.

Borys - Kowboyski kapelusz

Teraz głowa mi trochę urosła [pewnie dlatego, że jem dużo szpinaku] i kapelusz mi się już nie zsuwa na oczy. Potrafię go sobie sam założyć tak jak mi się podoba - czasami tyłem do przodu, a czasami na bakier i nigdzie się bez niego nie ruszam. A co najważniejsze, nie widziałem jeszcze nikogo w takim samym kapelu szu.

Pociągi

lipiec 12th, 2007 dodany przez Borys

Pewnego dnia pojechałem z Babcią i Mamą na stację kolejową. Ale było super - różne pociągi przyjeżdżały i odjeżdżały. Jakaś pani bardzo niewyraźnie informowała przez megafon o co chodzi ale i tak nie można było jej zrozumieć.

Nabrałem takiej ochoty na przejażdżkę pociągiem, że następnego dnia pojechaliśmy samochodem do najbliższej miejscowości, w której zatrzymuje się pociąg. Wsiadłem z Babcią do wagonu nowoczesnego tramwaju kolejowego, czy jak to się nazywa, i nawet nie zdążyłem pomachać Mamie na pożegnanie bo maszyna ruszyła tuff - tuff. Pan konduktor wypisał nam bilet rodzinny, bo to była taka mała stacja, na której nie było kasy. Pociag

Chodził tylko kot wielki i gruby, a na peronie rosły maki. Podróż minęła bardzo szybko. Wyglądałem przez okno i wszystko za nim sie szybko zmieniało.

Mama pojechała samochodem z powrotem żeby nas odebrać z dworca. Byliśmy pierwsi i musieliśmy na nią czekać. Przy okazji obejrzeliśmy inne pociągi, a jeden pan pozwolił mi wejść na schodki lokomotywy, która stała z boku.

A potem oglądałem żaby, które skakały w przejściu podziemnym pod peronami. Kum, kum, kum.

Bilet schowałem - jak chcecie to Wam kiedyś pokażę….

Wakacje nad morzem

lipiec 7th, 2007 dodany przez Borys

Na przełomie kwietnia i maja pojechałem z rodzicami nad morze, nasz piękny Bałtyk. I wszystko byłoby wspaniale gdyby nie to, że przez rękawiczki źle trzyma się łopatkę i kiepsko kopie dołki w piasku. Wiał taki wiatr, że czasami nie mogłem mieć otwartych oczu. A poza tym było super.

Po rozstawieniu parawanu można było nawet zdjąć kurtkę……

Zobaczcie sami

Darlowek 2007

Chodziliśmy na spacery po plaży, karmiliśmy takie wielkie kaczki, na które mama mówiła łabędzie, oglądaliśmy statki i kutry i to własnie tam dostałem swój super plecak, o którym będzie później.

Moja droga do przedszkola

czerwiec 12th, 2007 dodany przez Borys

Moja mama wpadła na wspaniały pomysł i zaczęła mnie posyłać do przedszkola kiedy miałem rok i pięć miesięcy. Żeby było weselej przedszkole jest 10 kilometrów od domu więc jedziemy samochodem prawie pół godziny. Mama znalazła fajną boczną drogę, którą znam już na pamięć: najpierw super sklepy - Hala Wola, Biedronka i Albert, a i jeszcze kiosk z wielką czerwoną łapą Hejah, potem stacja obsługi Peguota, salon z motorami Yamaha, widlaki (wózki widłowe), ostry zakręt w lewo i zaczynają się pola z kukurydzą, kapustą, ziemniakami, żytem, cebulą i burakami.

A teraz gwóźdź programu: wielki przejazd kolejowy. Zawsze czekamy z niecierpliwością czy szlabany będą zamknięte i jaki pociąg przejedzie - raz widzieliśmy pociąg towarowy z samochodami - to było naprawdę super. Potem już tylko rondo, trzy wiadukty, parę zakrętów i przedszkole.

Teraz już tylko musimy przejść przez podwórko i wejść do środka ale czeka na mnie tyle pokus, że czasami trwa to kolejne pół godziny. Najpierw ogródek z kwiatkami, z którego wyłażą ślimaki - to przecież oczywiste, że muszę się z każdym przywitać, potem piaskownica z domkiem i zjeżdżalnią, a w końcu moje ulubione hulajnogi, rowerki i samochody - z nimi też muszę się przywitać i na każdym przejechać, a że jest tego sporo mama ciągnie mnie na siłę do środka.

Ostatnio marudzę mamie w samochodzie, że NIE CHCĘ do przedszkola ale ona nic sobie z tego nie robi. Ostatnio znudziło mi się to, więc chyba będę marudził rzadziej. Ale nie przestanę całkiem bo jeszcze rodzice pomyślą, że to jakaś frajda chodzić do przedszkola.

A ja tam lubię szpinak

maj 12th, 2007 dodany przez Borys

Nie wiem dlaczego wszyscy się tak zachwycają tym, że lubię jeść szpinak. Kiedyś było nawet tak, że nie brałem do buzi niczego co nie miało koloru zielonego. Ja tam lubię szpinak. Ostatnio gustuję w takim dobrze przyprawionym z czosnkiem, masełkiem i odrobiną żółtego sera. Pycha…. Polecam wszystkim.

Hulajnoga

luty 11th, 2007 dodany przez Borys

Za każdym razem gdy Mama przychodzi po mnie do przedszkola, a ja kurczowo trzymam tą niebieską hulajnogę to ona nie może zaskoczyć, że ja bardzo chciałbym taką mieć w domu !!!