Moja droga do przedszkola

czerwiec 12th, 2007 dodany przez Borys

Moja mama wpadła na wspaniały pomysł i zaczęła mnie posyłać do przedszkola kiedy miałem rok i pięć miesięcy. Żeby było weselej przedszkole jest 10 kilometrów od domu więc jedziemy samochodem prawie pół godziny. Mama znalazła fajną boczną drogę, którą znam już na pamięć: najpierw super sklepy - Hala Wola, Biedronka i Albert, a i jeszcze kiosk z wielką czerwoną łapą Hejah, potem stacja obsługi Peguota, salon z motorami Yamaha, widlaki (wózki widłowe), ostry zakręt w lewo i zaczynają się pola z kukurydzą, kapustą, ziemniakami, żytem, cebulą i burakami.

A teraz gwóźdź programu: wielki przejazd kolejowy. Zawsze czekamy z niecierpliwością czy szlabany będą zamknięte i jaki pociąg przejedzie - raz widzieliśmy pociąg towarowy z samochodami - to było naprawdę super. Potem już tylko rondo, trzy wiadukty, parę zakrętów i przedszkole.

Teraz już tylko musimy przejść przez podwórko i wejść do środka ale czeka na mnie tyle pokus, że czasami trwa to kolejne pół godziny. Najpierw ogródek z kwiatkami, z którego wyłażą ślimaki - to przecież oczywiste, że muszę się z każdym przywitać, potem piaskownica z domkiem i zjeżdżalnią, a w końcu moje ulubione hulajnogi, rowerki i samochody - z nimi też muszę się przywitać i na każdym przejechać, a że jest tego sporo mama ciągnie mnie na siłę do środka.

Ostatnio marudzę mamie w samochodzie, że NIE CHCĘ do przedszkola ale ona nic sobie z tego nie robi. Ostatnio znudziło mi się to, więc chyba będę marudził rzadziej. Ale nie przestanę całkiem bo jeszcze rodzice pomyślą, że to jakaś frajda chodzić do przedszkola.

Zostaw komentarz

Musisz byc zalogowany aby zostawic komentarz.